
O co chodzi z tym „mianzi”, chińskim pojęciem twarzy?
Spotkanie pracowników pewnej chińskiej firmy. Szef przedstawia pomysł nowego projektu. Jeden z jego pracowników otwarcie i bezpośrednio wyraża dezaprobatę wobec planu szefa. Sala zamiera, a szef czerwienieje. Po spotkaniu pracownik ląduje na dywaniku u szefa.
Kolacja rodzinna, na której obecni są bliscy i dalsi krewni. Ojciec kilkunastoletniego Zhanga każe synowi podejść do najstarszego krewnego i wznieść toast za jego zdrowie i pomyślność. Chłopiec odmawia. Atmosfera przy stole gęstnieje, a ojciec młodego Zhanga purpurowieje.
Relacje międzyludzkie w Chinach są dość skomplikowane. Po części za sprawą „mianzi”, czyli pojęcia twarzy. „Mianzi” to nic innego jak szanowanie siebie i innych.
Jeśli chcesz budować dobre relacje prywatne i zawodowe, powinieneś pamiętać o tym, aby:
a) zachować „mianzi” drugiej osoby,
b) zachować swoje „mianzi”,
c) zrobić wszystko, aby nie stracić „mianzi”.
Co robić i czego unikać, aby zachować twarz po chińsku?
„Mianzi”, pojęcie twarzy w relacjach biznesowych i zawodowych.

1. Krytyka i wyrażanie niezadowolenia.
Opisana powyżej pierwsza historia to dość częsty przykład „narażenia” twarzy przełożonego. Pracownicy nie powinni otwarcie krytykować swojego przełożonego, a już na pewno nie w większym gronie, gdyż utrata twarzy jest wtedy bardziej dotkliwa. Przełożony, który chce postępować zgodnie z zasadami „mianzi” również powinien starać się unikać bezpośredniej krytyki swojego pracownika w obecności innych.
Czy to oznacza więc, że szef lub partner biznesowy nie powinien wyrażać swojej opinii, lub niezadowolenia? Krytykę, opinię lub niezadowolenie możesz i wręcz musisz wyrażać, ale musisz to robić po chińsku. Po chińsku, czyli „na okrętkę”, nie bezpośrednio i najlepiej nie w obecności innych osób.
Miałam okazję przetestować zachowanie twarzy podczas współpracy z chińskimi partnerkami biznesowymi. Gdy proponowałam wdrożenie nowego projektu, który niezbyt podobał się moim wspólniczkom, z uśmiechem powtarzały wielokrotnie, że jest to świetny pomysł, warto go wdrożyć w życie, ale…no właśnie, i jak już usłyszysz „ale”, to wiedz, że coś się dzieje. Ale może jednak poczekać, ale może na wiosnę, ale zajmijmy się najpierw czymś innym itp. I potem temat znikał. Jednak twarze, zarówno moja jak i wspólniczek, zostały zachowane.
Kolejnym sposobem wyrażania dezaprobaty jest po prostu milczenie i zmiana tematu na inny. W tym mistrzynią jest moja teściowa. 😉
2. Pochwała.
Unikaj otwartej krytyki, ale nie zapominaj o chwaleniu. Bezpośrednim, głośnym i częstym.
Jesteś pracownikiem? Pochwal swojego szefa. Jesteś szefem? Pochwal swojego pracownika podczas spotkania. Masz chińskiego partnera biznesowego? Powiedz mu, że ma świetne pomysły lub że bardzo dobrze Ci się z nim współpracuje. Dzięki temu „dasz” mu twarz i dodasz cegiełkę do budowania trwałych i pozytywnych „guanxi”, czyli relacji, które w Chinach są podstawą interakcji z innymi.
3. Prezenty.
W chińskich firmach często wręcza się różne upominki swoim pracownikom. Dzięki temu szef dodaje sobie „mianzi”. Moje współpracowniczki często obdarowywały naszych pracowników jogurtem, słodkościami, owocami lub chińską milk tea.
Partnerzy biznesowi również prezentują sobie rozmaite upominki. Oczywiście wartość i rodzaj prezentu zależy od stopnia relacji biznesowych, ale prezentując odpowiedni upominek, możesz „dodać” swojemu partnerowi biznesowemu twarzy. Jeśli jednak nie przemyślisz rodzaju prezentu, możesz narazić drugą stronę na „utratę” twarzy. Prezenty musisz więc dobrze dobierać, starając się przewidzieć reakcję obdarowanego.
4. Przysługi.
Jeśli wyręczysz komuś przysługę, to zdecydowanie zachowujesz „mianzi”. Swoje i osoby, której pomogłeś. Dodajesz również kolejną cegiełkę do pozytywnych „guanxi” z tą osobą. Co więcej, ta osoba ma u Ciebie dług wdzięczności i aby nie „stracić” twarzy prędzej czy później Ci się odwdzięczy. Albo pomoże Ci w potrzebie, albo zaprosi Cię na dobrą kolację. To taka niepisana zasada, którą stosuje prawie każdy, aby uniknąć „utraty” twarzy i pogorszenia „guanxi”.
5. Posiłki.
W Chinach powinieneś pamiętać nie tylko o zasadach savoir-vivre, ale również o „mianzi”. Musisz mieć pewność, że jeśli zapraszasz kogoś do restauracji, stół jest suto zastawiony, a goście nie są głodni i spragnieni. Zamawiasz dużo jedzenia, którego musi zostać również dużo. Jeśli po posiłku stół będzie świecić pustkami, oznacza to, że Twoi goście byli tak głodni, iż wyjedli wszystko i prawdopodobnie nie pojedli. Bardzo duże faux-pas oraz jeden z najbardziej dotkliwych sposobów na „utratę” twarzy.
Co więcej, jeśli chcesz zachować „mianzi”, nie tylko swoje, ale i drugiej osoby, upewnij się, że to Ty jesteś stroną, która płaci za rachunek w restauracji. Oczywiście tylko pod warunkiem, że druga osoba nie odwdzięcza Ci się posiłkiem za jakąś przysługę, bo wtedy możesz tę osobę narazić na utratę „mianzi”.
Gdy spotkanie nie ma jasno określonych (niepisanych!) zasad, kto powinien zapłacić rachunek, udaj się pędem do kasy (najlepiej tak, aby nikt nie widział) i zapłać. Jeśli nie zrobisz tego „po kryjomu”, istnieje duże prawdopodobieństwo, że Twój gość Cię przegoni. Dosłownie. W chińskich restauracjach często widać krzyczących, przepychających się lub nawet goniących się Chińczyków, którzy po prostu chcą zapłacić rachunek, aby zachować lub dodać komuś „mianzi”.
„Mianzi”, pojęcie twarzy w relacjach prywatnych.

1. „Mianzi” w relacji mąż-żona.
„Mianzi” jest ściśle powiązane z konfucjanizmem. Konfucjanizm odegrał znaczną rolę w kształtowaniu społeczeństwa chińskiego. Mimo upływu czasu, jego wpływ na zachowania mieszkańców Państwa Środka jest nadal ogromny. Ład i harmonia ogółu społeczeństwa są odbiciem ładu i harmonii panujących w mniejszej jednostce, czyli rodzinie. Dawniej, według tradycyjnych zasad konfucjanizmu, „żona powinna wtórować śpiewającemu mężowi”. Żona nie powinna więc narażać męża na „utratę” twarzy poprzez niezgadzanie się z nim w towarzystwie. Co więcej, powinna ona jak najbardziej „ dodawać” twarzy swojemu partnerowi.
Oczywiście dzisiaj zasada ta jest bardzo naginana, zwłaszcza przez młodsze pokolenia, w których często to kobiety grają pierwsze skrzypce. Z drugiej strony, zasada ta jest widoczna w wielu starszych małżeństwach, w których pan domu jest na wysokim i prestiżowym stanowisku, najczęściej powiązanym z partią. Podczas spotkań, zarówno biznesowych, jak i oficjalnych, żony usadzane są po jednej stronie stołu, zazwyczaj unikają alkoholu i niewiele się odzywają.
2. „Mianzi” w relacji rodzic-dziecko.
Dawniej „mianzi” całej rodziny zależało również od płci dziecka. Gdy na świat przyszedł syn, „mianzi” rodziny znacznie wzrastało. Dzisiaj zasady te już raczej nie funkcjonują i narodziny dziewczynki są równie radosnym wydarzeniem jak i narodziny chłopca.
Sprawy zaczynają się jednak komplikować, gdy dzieci dorastają i nadchodzi temat ślubu. Kawalerowie z mieszkaniem (najlepiej w dobrej lokalizacji), samochodem i stabilną pracą z wysokim wynagrodzeniem mają większe szanse na znalezienie partnerki. Zdesperowani rodzice, aby zachować swoją twarz i „dodać” twarzy synowi, często latami odkładają pieniądze na posag i wesele, aby zapewnić swojemu potomkowi lepszą przyszłość. Ostatnimi latami córki również „wyposażane” są w samochody lub mieszkania. Dzięki szybszemu zamążpójściu cała rodzina zyskuje „mianzi”.
Ach, to „mianzi”…
„Mianzi” kształtuje sposób myślenia i zachowania Chińczyków w wielu sferach życia. Wpływa ono na życie prywatne i zawodowe, jakość relacji, podejmowane decyzje i działania. Jest źródłem presji i w niektórych sytuacjach może zrujnować komuś karierę, a nawet życie. Umiejętnie używane, może zapewnić komuś świetlaną przyszłość. Za skomplikowanymi regułami „mianzi” stoi jednak jedna uniwersalna zasada — szacunek. Szacunek do samego siebie i do innych.
zdjęcia: prywatne, Baidu
